RSS
piątek, 29 czerwca 2012
Sąd uniewinnił byłego prezesa i dyrektora łódzkiego MPK z zarzutu brania łapówek. Wziął mln zł?

"Sąd uniewinnił byłego prezesa i dyrektora łódzkiego MPK, oskarżonych o wzięcie 190 tys. zł łapówek i żądanie blisko miliona złotych kolejnych korzyści majątkowych od właściciela firmy, która budowała Łódzki Tramwaj Regionalny. Sąd uznał, że prokuratura nie udowodniła winy oskarżonych.

Były prezes MPK Krzysztof Wąsowicz oraz były dyrektor zarządzający tej spółki dyrektor Jarosław M. mieli żądać i dostać łapówkę w wysokości 90 tysięcy złotych od właściciela firmy, która wykonywała prace remontowe torowiska na Al. Wyszyńskiego w Łodzi w 2006 roku. Według przedsiębiorcy po skończeniu inwestycji obaj oskarżeni domagali się korzyści majątkowej.
W tym przypadku świadek Radosław W. nie potrafił jasno i precyzyjnie określić: kiedy, komu i w jakich transzach wręczył łapówkę - podkreślała sędzia w uzasadnieniu wyroku - Natomiast, gdy miało dojść do przekazania 100 tysięcy złotych nie zgadzał się termin, bo w tym czasie przedsiębiorca był za granicą i dopiero później zmienił zeznania i podał nową datę spotkania, na którym miał dać łapówkę. Ta druga data też nie jest wiarygodna, bo z kalendarzy oskarżonego Wąsowicza i jego sekretarki wynika, że na ten dzień było zaplanowane spotkanie przedsiębiorcy Radosława W., prezesa Wąsowicza i przedstawicieli miasta Pabianice. Do takie spotkania doszło, ale świadkowie, który tam byli nie potwierdzili, aby panowie Wąsowicz i Radosław W. rozmawiali na osobności. Drugi zarzut, o który byli oskarżeni zarządzający łódzkim MPK, był związany z ustawieniem przetargu na budowę Łódzkiego Tramwaju Regionalnego. Według prokuratury, po wykonaniu inwestycji prezes i dyrektor MPK zażądali od właściciela firmy, która wygrała przetarg (ta sama, która naprawiała torowisko) 900 tys. zł. Z ustaleń śledczych wynikało, że miało to być w styczniu 2008 roku w siedzibie miejskiej spółki.
Oskarżeni na razie nie myślą o pozwie za zniesławienie przeciwko właścicielowi firmy budowlanej. Muszę ochłonąć, bo miałem 2 i pół roku wyjętego z życiorysu, gdzie musiałem dowodzić, że nie "jestem wielbłądem" - mówił na gorąco po uniewinniającym wyroku oskarżony były prezes MPK Krzysztof Wąsowicz - Czułem się od początku absolutnie niewinny i myślę, że udało mi się to dowieść przed sądem.
 
Wyrok nie jest prawomocny i prokuratura będzie składała apelację. Zaczekamy na pisemne uzasadnienie wyroku i będziemy się odwoływać do Sądu Apelacyjnego - powiedział prokurator Mirosław Mospinek z Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście - Sąd w ustnym uzasadnieniu całkowicie pominął na przykład inny, bardzo istotny wątek tego dochodzenia: wręczenie łapówek było elementem pewnej współpracy przestępczej. To jest zawarte w akcie oskarżenia przeciwko prezesowi i dyrektorowi MPK. Akt oskarżenia w tej sprawie w maju został złożony w Sądzie Okręgowym.
Po tym, jak wyszły na jaw nieprawidłowości przy budowie Łódzkiego Tramwaju Regionalnego, Łódź straciła część dofinansowania z Unii Europejskiej. Miasto początkowo miało oddać ze swojego budżetu około 30 milionów złotych, ale trwają negocjacje, żeby to było 8 milionów złotych."

Więcej: http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-b-prezes-lodzkiego-mpk-uniewinniony-od-zarzutu-wziecia-lapow,nId,616031

14:22, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Jedziesz do Francji? Zabierz ze sobą alkomat!

"W niedzielę we Francji wchodzi w życie obowiązek posiadania alkomatu w każdym pojeździe. Nowe prawo dotyczy również zagranicznych kierowców.

    /Archiwum RMF FM
   
 
/Archiwum RMF FM

Od 1 lipca zaczyna obowiązywać we Francji nakaz posiadania alkomatu w każdym pojeździe. Nałożony został zarówno na kierowców samochodów osobowych, ciężarówek, jak i motocykli. Dotyczy to również obcokrajowców przyjeżdżających nad Sekwanę na wakacje. Na razie jednak nie będzie mandatów za brak alkomatu - tylko upomnienia.

Według nowego prawa, każdy kierowca musi mieć przy sobie alkomat, by - w razie potrzeby - sprawdzić, czy po wypiciu niewielkiej ilości alkoholu może prowadzić pojazd. Może zaopatrzyć się w alkomat jednorazowego użytku, który kosztuje średnio od 1 do 1,50 euro. Wtedy jednak najlepiej mieć dwa alkomaty - bo jeżeli użyjemy jednego, by sprawdzić czy możemy usiąść za kierownicą, potrzebny będzie nam drugi, by pokazać go policjantom w razie kontroli.

Stowarzyszenia kierowców krytykują nowe prawo za to, że w zapisach nie zostało to wyraźnie powiedziane. Wiadomo tylko, że każdy kierowca - w każdej chwili - musi mieć w pojeździe alkomat gotowy do użycia. We Francji maksymalny dopuszczalny poziom alkoholu we krwi kierowcy wynosi 0,5 promila.

Od jesieni za brak alkomatu będą mandaty

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom francuskiego rządu na razie - aż do pierwszego listopada tego roku - za brak alkomatu zamiast mandatu będzie tylko upomnienie. Jeżeli w czasie kontroli drogowej francuscy policjanci zaczną wam grozić palcem i powtarzać słowo "alcotest" lub "ethylotest" - bo tak po francusku nazywane są alkomaty - nie ma powodu, by wpadać w panikę. Chodzić będzie tylko o pouczenie. Funkcjonariusze mają przypominać każdemu turyście, że posiadanie alkomatu jest we Francji obowiązkowe. Kar za jego brak do jesieni nie będzie. Władze uznały bowiem, że na razie nowe prawo jest jeszcze za mało znane - szczególnie wśród zagranicznych turystów. Od listopada za brak alkomatu grozić będzie mandat w wysokości 11 euro, który trzeba będzie płacić przy każdej kontroli - nawet wiele razy w czasie jednego dnia. Natomiast kierowcom, którzy prowadzą pojazd po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu, grożą we Francji mandaty w wysokości do 4500 euro i utrata prawa jazdy.

Walka z pijanymi za kółkiem

Nowa dyspozycja ma według rządu zwiększyć bezpieczeństwo na francuskich drogach i ulicach. Od sześciu lat nadużywanie alkoholu jest bowiem główną przyczyną śmiertelnych wypadków na tamtejszych drogach. W ubiegłym roku z tego powodu zginęło 1150 osób. Nakaz posiadania alkomatów ma uwrażliwić kierowców na ten problem i zapobiec w czasie kontroli tłumaczeniom typu "nic z tego nie rozumiem, wypiłem tylko dwa piwka". Z drugiej jednak strony organizacje kierowców krytykują nowe prawo, którego głównym celem jest - według nich - wypełnienie kas producentów alkomatów. Przedstawiciele tych organizacji twierdzą, że pijany kierowca i tak nie ma zazwyczaj wystarczającego poczucia odpowiedzialności, by sprawdzić, czy może prowadzić pojazd.

Być może zwiększy to trochę bezpieczeństwo na drogach, ale moim zdaniem lepiej byłoby obniżyć poziom dopuszczalnej zwartości alkoholu we krwi. A tego we Francji nikt nie chce zrobić, bo presje producentów wina są zbyt duże - tłumaczy korespondentowi RMF FM Markowi Gładyszowi kierowca na paryskich Polach Elizejskich, który jeszcze nie kupił alkotestu. Dużo skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby rozpowszechnienie alkotestów, które automatycznie uniemożliwiają kierowcy uruchomienie pojazdu w razie zbyt dużej zwartości alkoholu we krwi - twierdzi inny."

Więcej:

14:20, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Przeciszów: Znowu rozłało się piwo. Wieś piwem płynąca.

"

Kilka palet ze skrzynkami z piwem wypadło z naczepy ciężarówki w małopolskim Przeciszowie. Jeden pas ruchu na drodze wojewódzkiej jest zablokowany. Samochody przepuszczane są wahadłowo. To już drugi taki wypadek w tym miejscu w ciągu ostatnich miesięcy. Informacje i zdjęcia otrzymaliśmy na Gorąca Linię RMF FM.

  Zdjęcie nadesłane na Gorącą Linię RMF FM
  Zdjęcie nadesłane na Gorącą Linię RMF FM
  Zdjęcie nadesłane na Gorącą Linię RMF FM
  Zdjęcie nadesłane na Gorącą Linię RMF FM

Przeciszów - wieś piwem płynąca

 

Ostatnim razem do wypadku w Przeciszowie doszło 15 maja. Na łuku drogi z samochodu ciężarowego wypadło kilkadziesiąt skrzynek z piwem. W sumie 26 palet, na każdej 45 skrzynek po 20 butelek. Część z nich, spadając, raniła dwie przechodzące obok starsze kobiety. Obie odwieziono do szpitala. Usuwanie rozbitych butelek trwało kilka godzin. Sprawa kierowcy ciężarówki trafiła do sądu.

Mężczyzna został ukarany za "niezabezpieczenie urządzeń służących do mocowania ładunku przed rozluźnieniem się, swobodnym zwisaniem lub spadnięciem" podczas jazdy. Taryfikator przewiduje za to maksymalnie 200 złotych.

Piwo rozlewa się częściej niż raz w miesiącu

Taki mandat to chyba zbyt łagodna kara dla kierowcy, który doprowadził do paraliżu komunikacyjnego i zanieczyścił drogę, której sprzątanie pochłonęło co najmniej kilkaset złotych. Może warto pomyśleć nad korektą w taryfikatorze? Wszak do piwnych wypadków dochodzi w ostatnim czasie naprawdę często.

Ostatnio piwny aromat z rozbitych butelek z piwem roztaczał się w Kaliszu. 8 czerwca na ulicę Łódzką z naczepy ciężarówki zsunęło się i runęło na asfalt kilkadziesiąt źle zamontowanych skrzynek ze złotym trunkiem. Piwo spłynęło do kanalizacji, a straż pożarna miała sporo sprzątania.

W maju z kolei przez kilka godzin usuwano rozlane piwo na rondzie Generała Andersa w małopolskich Wadowicach.

W połowie kwietnia rozlany bursztynowy płyn zablokował dojazd do podkrakowskich Balic. Prawie 1000 butelek wypadło z naczepy ciężarówki przejeżdżającej przez rondo niedaleko portu. Znaczna część - niestety - się rozbiła."

Więcej: http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-piwo-znowu-sie-rozlalo-i-znowu-w-malopolskim-przeciszowie-zd,nId,615946

Tagi: wypadek
14:19, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Chiński statek kosmiczny powrócił na Ziemię

"Po prawie dwutygodniowej misji kosmicznej chiński statek załogowy Shenzhou 9 bezpiecznie powrócił na Ziemię - poinformowała chińska telewizja. Media transmitowały lądowanie. 

Zawieszona na wielkim spadochronie kapsuła z trojgiem astronautów wylądowała na stepie w północnych Chinach. Była to najdłuższa chińska misja kosmiczna. Załodze Shenzhou 9 udało się na orbicie połączyć z bezzałogowym modułem w trybie ręcznego sterowania. Był to pierwszy tego typu manewr w historii chińskiej kosmonautyki.

Pierwsza Chinka w kosmosie

Pierwszy raz w skład załogi chińskiego statku kosmicznego wchodziła kobieta - 33-letnia Liu Yang, pilotka chińskiego lotnictwa wojskowego. Według przedstawicieli sztabu kierującego lotem, kobiety w pewnych ekstremalnych sytuacjach potrafią zachować zimną krew lepiej od mężczyzn, a poza tym jest to również okazja do sprawdzenia reakcji ich organizmu na długie przebywanie w kosmosie.

Do misji przygotowywano wiele kobiet i sprawdzano je na wiele sposobów. Najważniejsze były, poza umiejętnościami merytorycznymi, cechy osobowości, jak również pewne właściwości fizjologiczne, m.in. kompletne i zdrowe uzębienie oraz dobry stan skóry, ponieważ nawet drobne zranienia w czasie długiego lotu grożą stanem zapalnym.

Warunkiem podstawowym było jednak posiadanie dziecka, bowiem zdaniem psychologów matki są bardziej odpowiedzialne.

"

Więcej: http://www.rmf24.pl/nauka/news-chinski-statek-kosmiczny-powrocil-na-ziemie,nId,615944

11:56, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Będzin: Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej nie działał jak należy w sprawie rodziny dwuletniego Szymona.

"Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Będzinie nie działał jak należy w sprawie rodziny dwuletniego Szymona. Do wniosków z zakończonej kontroli w ośrodku dotarł reporter RMF FM. Wszczęto ją gdy okazało się, że rodzina dziecka, którego ciało wyłowiono ze stawu w Cieszynie, przez dwa lata pobierała pieniądze za nieżyjącego synka.

  Przez dwa lata nie udało się ustalić tożsamości dziecka wyłowionego ze stawu w Cieszynie /Policja
  Przez dwa lata nie udało się ustalić tożsamości dziecka wyłowionego ze stawu w Cieszynie
 
/Policja
Rodzice chłopca - jak wynika z ustaleń kontrolerów - jeszcze w tym miesiącu pobrali zasiłek na nieżyjące dziecko. Stało się to tuż przed tym, jak MOPS otrzymał anonimową informację, że dziecko zniknęło.

Rzecznicy urzędu miejskiego milczą w sprawie ewentualnych winnych zaniedbań i zmian, jakie ma wprowadzić teraz MOPS. Dokument po kontroli najpierw musi bowiem dostać prowadząca śledztwo prokuratura w Bielsku-Białej, która bada okoliczności śmierci dziecka. Śledczy przysłała w tej sprawie do Będzina specjalne pismo. Wnioski dotrą też do nadzorującego pracę MOPS-u wojewody.

Zawiadomienie o tym, że rodzice pobierali zasiłek na nieżyjące już dziecko trafi też do prokuratury w Będzinie. Ta będzie musiała sprawdzić, czy doszło do wyłudzenia i poświadczania nieprawdy w dokumentach. A to może skończyć się kolejnymi zarzutami dla podejrzanych rodziców.

Pobierali zasiłek na troje dzieci

Po kontroli przeprowadzonej w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Będzinie okazało się, że matka nieżyjącego chłopca co miesiąc dostawała zasiłek na trójkę swoich dzieci: dwie córki i Szymona. Działo się tak przez dwa lata. W 2009 r. rodzinie został przyznany dodatek z tytułu wielodzietności.

Poprzednia dyrektorka MOPS została zwolniona dyscyplinarnie po przeprowadzonej w maju 2011 r. kontroli, która wykazała wiele nieprawidłowości m.in. w zakresie działalności merytorycznej MOPS, a także w zakresie finansów, zamówień publicznych, ewidencji czasu pracy i bhp.

Badania DNA potwierdziły tożsamość Szymona z Będzina

Beata C. i Jarosław R., którzy odpowiadają za jego śmierć małego Szymona z Będzina, są jego rodzicami. Potwierdziły to wyniki badań porównawczych DNA.

Kilka dni temu matka chłopca usłyszała zarzut zabójstwa. Ojciec będzie odpowiadał za nieudzielenie mu pomocy. Przełomem w sprawie wyjaśnienia zagadki śmierci dziecka, był anonimowy telefon do MOPS-u w Będzinie. Policja ani prokuratura nie chcą ujawnić kto dzwonił. Wiadomo, że telefon został wykonany 12 czerwca przed godziną 9.

Kobieta podała się za sąsiadkę. Nie ma jednak pewności, czy mówiła prawdę. Milczenie prokuratury i policji może sugerować, że postawione zostaną kolejne zarzuty w sprawie śmierci Szymona. Nie można wykluczyć, że będą to osoby z najbliższej rodziny, które mogły o wszystkim wiedzieć i pomagały ukryć prawdę.

Dwa lata śledztwa

Zwłoki dziecka zauważyli 19 marca 2010 roku w stawie na obrzeżach Cieszyna dwaj przechodzący w pobliżu chłopcy. Ciało leżało tam kilka dni. Przyczyną śmierci był uraz jamy brzusznej. Pod koniec kwietnia chłopiec został pochowany w Cieszynie. W tym roku śledztwo w tej sprawie umorzono.

Po odnalezieniu ciała chłopca policja sprawdzała wszystkie rodziny z małymi dziećmi. Funkcjonariusze byli też u rodziny z Będzina. Niczego nie zauważyli, bo w domu miało być troje dzieci, czyli dwie dziewczynki i kilkuletni chłopiec. I tyle właśnie ich było. Nieoficjalnie wiadomo, że najprawdopodobniej pokazywanym policji chłopcem, który miał być wtedy Szymonem, w rzeczywistości był syn dorosłej już córki Beaty C. (z pierwszego małżeństwa). Wówczas jednak policja nie mogła tego wiedzieć, zwłaszcza że wiek chłopców był zbliżony."

Więcej: http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-powazne-bledy-bedzinskiego-mops-u,nId,615996

11:53, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Prognoza pogody na weekend od 29.06.2012 do 01.07.2012

"Zbliżający weekend na pewno zadowoli fanów wysokich temperatur. W najbliższych dniach nie zabraknie słońca, a słupki rtęci w termometrach poszybują wysoko i pokażą wartości powyżej 30 st. C. Dla równowagi nie zabraknie deszczu oraz burz.

Najbliższe dni przyniosą ocieplenie. Osoby, które zaplanowały wypoczynek na świeżym powietrzu będą mogły poświęcić się opalaniu. Uważajmy jednak na burze. Tradycyjnie na przełom czerwca i lipca to okres obfitujący w wyładowania atmosferyczne.

29.06 piątek

Piątek będzie znamionował to co wydarzy się w najbliższych dniach w naszym kraju. Najcieplej będzie na południowym zachodzie Polski. Słupki rtęci na Dolnym Śląsku i Ziemi Lubuskiej pokażą 29 st. C. Na aurę nie będą mogli narzekać mieszkańcy centralnych obszarów naszego kraju, gdzie termometry pokażą 27 st. C.

Najchłodniej będzie na Podlasiu, gdzie będzie "zaledwie" 22 st. C. Mieszkańcy zachodniej Polski prócz wysokich temperatur powinni być przygotowani na burze. Mogą one pojawić się też w górach. Synoptycy prognozują, że podczas wyładowań atmosferycznych silniej zawieje wiatr, którego prędkość może osiągnąć nawet 90 km/h.

30.06 sobota

Mieszkańcy Polski wschodniej nie muszą spoglądać w kierunku parasoli, przydatnym asortymentem mogą się okazać okulary przeciwsłoneczne. W pozostałych częściach kraju spodziewane jest bardziej zachmurzone niebo i przelotne opady deszczu oraz burze.

Opady powinna zrekompensować temperatura. Będzie gorąco. Na południowym zachodzie naszego kraju terometry pokażą 32 st. C. Upalnie będzie również w centrum kraju - 31 st. C. Najchłodniej nad morzem. Tam bowiem słupki rtęci powinny pokazać 27 st. C.

1.07 niedziela

Synoptycy przewidują, że końcówka weekendu tylko na południowym wschodzie Polski będzie idealna. W pozostałych częściach kraju znów umiarkowane lub duże zachmurzenie i przelotne opady.

Przydadzą się jedynie parasole. Grubsze kurtki przeciwdeszczowe lepiej zostawić w szafie. Będzie upalnie. Najcieplejszym zakątkiem naszego kraju będzie Podkarpacie - 34 st. C. Niewiele chłodniej będzie w centrum Polski, gdzie termometry pokażą 32 st. C.

Początek tygodnia wciąż w upale

Początek przyszłego tygodnia nie przyniesie diametralnej zmiany pogody. Naszego kraju nie opuszczą ani burze, które będą nękać mieszkańców Polski południowej, ani wysokie temperatury. Najcieplej będzie na Podkarpaciu, gdzie w cieniu będzie 34 st. C."

Więcej: tvnmeteo.pl

środa, 27 czerwca 2012
Stargard Szczeciński: Ktoś ukradł z lasu samolot z czasów II wojny światowej

"Po wraku niemieckiego Messerschmita pozostał dół i kilka kilogramów części. Samolot, który rozbił się w lesie koło Stargardu Szczecińskiego, trafił prawdopodobnie w ręce miłośników militariów. 67 lat po II wojnie światowej nadal przeczesują lasy z wykrywaczami metalu.

    /fot. Michał Fit /RMF FM
   
 
/fot. Michał Fit /RMF FM

Na leśnej polanie w miejscowości Morzyca koło Stargardu Szczecińskiego nadal leżą dziesiątki fragmentów samolotu, których nie zabrali poszukiwacze wojennych pamiątek. Oprócz powyginanych stalowych i aluminiowych elementów poszycia kadłuba są między innymi: przewód paliwowy, fragment chłodnicy i przełączniki z kokpitu pilota.

Aluminiowe elementy są w dobrym stanie. Na jednym z nich jest fabryczne oznaczenie. Dzięki niemu pracownicy muzeum w Stargardzie Szczecińskim dowiedzieli się, że kilka kilogramów szczątków pochodzi z samolotu Messerschmitt ME 109, którym latali piloci Luftwaffe. Samolot rozbił się na skraju lasu w miejscowości Morzyca w lutym lub marcu 1945 roku. Niewykluczone jest, że pilot chciał wylądować na polanie, na skraju której odnaleziono resztki Messerschmitta. Prawdopodobnie zapalił się - wskazuje na to stan niektórych odnalezionych elementów.

Pozostał dół

Po wraku samolotu pozostał dół wykopany w ziemi. Odnalazł go rolnik z Morzycy. Powiadomił pracowników muzeum w Stargardzie, którzy ustalili, że samolot wykopano kilka miesięcy temu. Prawdopodobnie odnaleźli go miłośnicy militariów, którzy nadal przeczesują lasy i polany w regionach Polski, w których toczyły się walki. Niewykluczone, że informacje o samolocie dostali od okolicznych mieszkańców. Miejsce, w którym runął na ziemię, jest trudno dostępne i znajduje się daleko od drogi.

Według polskiego prawa wszystkie znaleziska wykopane z ziemi należą do Skarbu Państwa. Znalazca powinien powiadomić muzeum lub policję."

Więcej: http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-ktos-ukradl-z-lasu-samolot-z-czasow-ii-wojny-swiatowej,nId,615498

13:37, radioalert
Link Komentarze (1) »
Eksperyment smoleński w Radomiu. Wykonali kilka podejść do lądowania

"

Biegli prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej odwzorowali podejście do lądowania prezydenckiego tupolewa w warunkach zbliżonych do tych panujących na lotnisku Siewiernyj - dowiedział się reporter RMF FM. W tej chwili wyniki tego eksperymentu są opracowywane.

Śledczy chcą odtworzyć lądowanie w Smoleńsku

Biegli z wojskowej prokuratury chcą odwzorować w Polsce działanie lotniska w Smoleńsku w momencie, kiedy lądował tam prezydencki tupolew. Warunkiem eksperymentu jest znalezienie odpowiedniego lotniska w naszym kraju.czytaj więcej

Eksperci wybrali lotnisko w Radomiu - wyposażone w sprzęt nawigacyjny tego samego typu co w Smoleńsku. Samolotem wykonali kilka podejść do lądowania i lądowań po trajektorii zbliżonej do lotu z 10 kwietnia - powiedział nam prokurator generalny Andrzej Seremet. Po to, aby przy pomocy urządzeń, w które wyposażone było lotnisko w Smoleńsku, przez zastosowanie tych właśnie urządzeń do tego quasi-eksperymentu, przekonać się, w jaki sposób mogły być odczytywane wskaźniki tego lotu - wyjaśnił Seremet.

Jak dodał, do badań nie wykorzystywano bliźniaczego tupolewa, który stacjonuje na lotnisku w Mińsku Mazowieckim. Według Andrzeja Seremeta, nie było takiej potrzeby, bo odczyty wskazań urządzeń można było rejestrować także podczas lotu inną maszyną.

Użycie Tu-154 byłoby jednak trudne. Ten samolot nie mógłby się wznieść w powietrze, nie ma bowiem przeglądu technicznego, poza tym w Polsce nie ma też pilotów z ważnymi uprawnieniami na tupolewa.

"

Więcej: http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-eksperyment-smolenski-w-radomiu-wykonali-kilka-podejsc-do,nId,615440

13:33, radioalert
Link Dodaj komentarz »
CBŚ w resorcie finansów. Chodzi o aferę hazardową

"Centralne Biuro Śledcze na polecenie prokuratury zabezpiecza komputery dyrektorów w Ministerstwie Finansów. Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM, ma to związek ze śledztwem hazardowym.

Funkcjonariusze CBŚ od rana poszukają dokumentów na twardych dyskach komputerów znajdujących się w resorcie finansów. Chcą znaleźć informacje na temat udzielania koncesji i zgód na wprowadzanie do obrotu tak zwanych maszyn o niskich wygranych.

Zawartość zabezpieczonych dysków twardych zostanie następnie przeanalizowana. Niewykluczone, że później przyjdzie czas na postawienie zarzutów dwóm dyrektorom.

Dzisiejsze przeszukanie to efekt wieloletniego już śledztwa prokuratorów z Białegostoku, którzy przy udziale Centralnego Biura Śledczego do tej pory zatrzymali kilkaset maszyn do hazardu i postawili zarzuty kilkudziesięciu osobom, w tym urzędniczce resort finansów.

Cały proceder opierał się na tym, że automaty rejestrowane jako maszyny dające tzw. niskie wygrane można było nielegalnie przeprogramować tak, by dawały także wyższe wygrane. Całą operację miały umożliwiać opinie rzeczoznawców zatrudnianych przez ministerstwo.

"

Więcej: rmf24.pl

13:30, radioalert
Link Dodaj komentarz »
Dzierżoniów: Policja szuka snajpera, który strzelał do 15 letniej dziewczynki

"Trwają policyjne poszukiwania osoby, która w Dzierżoniowie przez okna zaciemnionego samochodu ostrzelała z wiatrówki grupę przechodzących obok nastolatków. "Snajper" trafił 15-latkę w głowę, tuż obok oka. Jak informuje reporterka RMF FM, życiu dziewczyny nie zagraża niebezpieczeństwo.

Ranna w głowę 15-letnia dziewczyna - jak przyznają lekarze - i tak miała dużo szczęścia. Cudem nie straciła oka - śrut wbił jej się w czoło tuż nad łukiem brwiowym.

Nastolatki, w kierunku których strzelał nieznany mężczyzna, są w szoku. Policji zeznali jedynie, że w samochodzie siedziało pięć osób. Z samego zdarzenia niewiele zapamiętali, twierdzą, że auto było w ciemnym kolorze. Policja prosi o kontakt ewentualnych świadków zdarzenia. Numer telefonu na komisariat w Dzierżoniowie to 74 83 22 222.

Wiatrówki coraz częściej w rękach nieobliczalnych osób

To niestety, kolejny przypadek w ostatnich miesiącach, gdy ktoś z wiatrówki mierzy w kierunku osób. W połowie marca dolnośląska policja zatrzymała 24-latka z Bogatyni na Dolnym Śląsku, który strzelał z wiatrówki do dzieci w szkole. Wystającą z okna pobliskiego bloku lufę broni zauważył jeden z uczniów. Wezwano policję, która zarekwirował broń. Dzieciom nic się nie stało.

Trzy tygodnie później informowaliśmy Was o tajemniczych strzałach z broni pneumatycznej w centrum Wrocławia. Ktoś trzykrotnie ostrzelał samochody rodziców przywożących dzieci do przedszkola. Na szczęście nikt nie został ranny.

Pod koniec kwietnia z kolei policjanci z Bydgoszczy zatrzymali mężczyznę, który strzelał z wiatrówki do przypadkowych celów na osiedlu Wyżyny. 21-latek był pijany. Mężczyzna ranił, na szczęście niegroźnie, dwóch przechodniów. Tego samego dnia w Częstochowie ktoś z wiatrówki ostrzelał okna na jednym z osiedli; zniszczył ponad 20.

"

Więcej:  rmf 24.pl

13:28, radioalert
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Loading